
Aplikacje, które nie wymieniają się danymi, słaby zasięg w terenie i brak pewności, czy drogie narzędzie w ogóle się opłaci — tak wygląda codzienność cyfrowa wielu europejskich gospodarstw. Unijny projekt OpenAgri, w którym pracują także badacze z Polski, próbuje to zmienić za pomocą otwartego oprogramowania składanego jak klocki. To ciekawa lekcja o projektowaniu systemów dla prawdziwych użytkowników — a na końcu możesz sprawdzić, czy wiesz, dlaczego otwarty kod pomaga budować zaufanie.
Rolnicy wcale nie boją się nowinek. Nie lubią jednak kupować w ciemno. Nikos Marianos, szef greckiego centrum innowacji cyfrowych GreenSupplyChain, od ponad 15 lat zajmuje się stykiem rolnictwa i technologii cyfrowych. Jego zdaniem rolnicy chcą wprowadzać innowacje, ale muszą najpierw zobaczyć korzyści. Pokaz na drugim końcu Europy przekonuje słabo. Dużo bardziej działa rozwiązanie, które sprawdza się u sąsiada, w warunkach dobrze znanych gospodarzowi.
Do tego dochodzą dwa kłopoty techniczne. Pierwszy to rosnąca liczba aplikacji, które nie potrafią się ze sobą porozumieć. Drugi to łączność: gospodarstwa leżą często daleko od miast, a dostęp do szerokopasmowego internetu i sieci komórkowej bywa tam mocno ograniczony.
Projekt OpenAgri koordynuje Christopher Brewster, profesor Uniwersytetu w Maastricht. Swoje podejście porównuje do budowania z klocków Lego: poszczególne elementy można łączyć, dopasowywać do lokalnych potrzeb albo wymieniać na inne. W zespole są badacze z Belgii, Cypru, Francji, Grecji, Holandii, Polski i Serbii. Wśród klocków, które przygotowali, są usługi dotyczące:
Najważniejsze jest to, że moduły wymieniają się danymi. Serwis pogodowy może więc zasilać usługę, która ocenia ryzyko choroby, albo tę, która podpowiada, kiedy podlewać. Z tym wiele istniejących aplikacji sobie nie radzi.
Jednym z efektów projektu jest bezpłatna aplikacja internetowa nazwana Decision Support Tool. Pomaga rolnikom, doradcom i urzędnikom porównać dostępne rozwiązania cyfrowe pod kątem bardzo przyziemnych kryteriów: ile kosztują, ile zużywają energii, jak radzą sobie przy słabym internecie i czy są niezawodne w różnych warunkach. Wersję beta można testować na stronie OpenAgri. Narzędzie opiera się na doświadczeniach z pilotaży, a decydentom pokazuje też, gdzie trzeba najpierw zainwestować w infrastrukturę, na przykład w łącza szerokopasmowe.
Pięć pilotaży prowadzono w Grecji, Francji, Belgii, Polsce i na Cyprze. Obejmują winnice, hodowlę zwierząt, uprawy polowe i kompostowanie. Kolejnych dziewięć wybrano w otwartym naborze, więc łącznie jest ich 14.
W jednej z greckich winnic kamera przesuwa się między krzewami i fotografuje liście, żeby wychwycić pierwsze oznaki chorób. Badacze sprawdzają, co wypada lepiej: przetwarzanie zdjęć na miejscu czy wysyłanie ich do chmury. Porównują dokładność, zużycie energii i koszt. To ten sam dylemat między obliczeniami lokalnymi a chmurowymi, o którym słyszy każdy student informatyki. Zespół przygotował też rozwiązania, które przetwarzają dane lokalnie i działają tam, gdzie zasięg jest słaby albo nie ma go wcale.
Rolnicy często muszą raportować te same prace urzędom i firmom, za każdym razem w innym formacie. Badacze zbudowali więc usługę, która generuje takie raporty automatycznie z danych zebranych w gospodarstwie. Brewster przyznaje, że to sprawa przyziemna, ale niezwykle ważna dla całego sektora.
Zespół zebrał też w internetowym katalogu około 150 rozwiązań, żeby programiści nie musieli wymyślać wszystkiego od nowa, tylko korzystali z gotowej pracy. Do tego doszły nowe komponenty open source do nawadniania, ochrony roślin i wymiany danych.
Ciekawostka: usługi OpenAgri trafiły do AgStack — rolniczej inicjatywy open source działającej pod skrzydłami Linux Foundation, organizacji non-profit, która stoi za powszechnie używanym otwartym oprogramowaniem.
Prace w projekcie potrwają do końca 2026 roku. Największym wyzwaniem jest zbudowanie społeczności, która zadba o kod, kiedy skończą się unijne pieniądze. Brewster mówi, że otwarte oprogramowanie musi na tyle rozbudzić wyobraźnię ludzi, żeby chcieli się nim dalej opiekować. GreenSupplyChain zapowiada dalsze inwestycje, trwają też kolejne projekty kontynuujące te prace. Całość wpisuje się w szersze unijne plany budowy wspólnej europejskiej przestrzeni danych rolniczych, w której dane mają być łatwiejsze do bezpiecznego udostępniania.
Dla przyszłych informatyków to dobry przykład, że interoperacyjność, otwarte standardy i przetwarzanie danych na brzegu sieci nie są tylko hasłami z wykładu. Decydują o tym, czy ktoś w ogóle zaufa narzędziu i zechce za nie zapłacić. Studenci rolnictwa, ekonomii czy ochrony środowiska mogą z kolei zobaczyć, że cyfryzacja wsi to nie tylko sprzęt, ale też łącza, dane i ludzie, którzy rozumieją obie strony.
OpenAgri stawia na otwarte, wymienne moduły zamiast zamkniętych systemów, testuje je w 14 pilotażach, także w Polsce, i daje rolnikom bezpłatne narzędzie do porównywania rozwiązań. Zespół liczy, że otwarte i współpracujące ze sobą narzędzia zmniejszą przepaść między gospodarstwami, które stać na zaawansowaną technologię, a tymi, których nie stać. Czy się uda, zależy od tego, czy wokół kodu powstanie społeczność, która go utrzyma.
Artykuł powstał na podstawie tekstu Marii Vlastary „Open source tech helps farmers put more trust in digital tools”, opublikowanego 17 września 2026 roku w Horizon, magazynie badań i innowacji UE (licencja CC BY 4.0).
5 pytań · minuta